Liszczanka: Cebula - Krawiec, Stec (82 G.Szymula), Kędzierski, Piwowarski - Składanowski,
Wojciechowski, Wąs, D.Szymula (73 Lelek), Kłaput (68 Sroka) - Bitka (76 Budziaszek).
Płomień: A.Michalczyk - Szkarłat, S.Jedynak,
Kafel (76 Piszczkiewicz), Wcisło - Agiejczyk (63 Galos), Tyński (46 K.Jedynak),
T.Michorczyk (69 P.Jedynak), Pal - J.Michorczyk, Kowalski.
To był mecz pełen zagadek, które rozwiązywać miały się w jego trakcie. Kompletnie odświeżony skład Liszczanki stawiał pod kompletnym znakiem zapytania formę i siłę zespołu. Dla Płomienia była to niezwykła chwila, bo i toczył pierwszy w historii swojego istnienia mecz na poziomie A klasy. I część zagadek podczas meczu doczekało się rozwikłania. Odmłodzony zespół lisiecki od początku zdominował ekipę z Kostrza i wydawać by się mogło, że w pełni kontrolował wydarzenia na boisku. Potwierdzeniem tego miało być szybko objęte prowadzenie. Już w 8 minucie solowym rajdem środkiem boiska wynik otworzył nowy nabytek - Wojciechowski. Gospodarze grali naprawdę niezły futbol ale nadziewali się w szkolny sposób na pojedyncze wypady rywala. I tak po kwadransie gry gdyby Pal lepiej przyjął zagraną mu z głębi pola piłkę od T.Michorczyka, a wkrótce J.Michorczyk z bliska posłał piłkę głową nieco niżej, to Płomień mógł w tym meczu nawet prowadzić. Ale mimo to, o wiele lepsze wrażenie wciąż sprawiali lepiej wybiegani miejscowi. W 20 minucie ślicznie w okienko mierzył Wąs ale Michalczyk wyciągnął się jak struna i zapobiegł utracie gola. Gdy wydawało się, że ludzie Woźniaka lada chwila będą powiększać prowadzenie, w 24 minucie po sporym zamieszaniu arbiter podyktował jedenastkę dla Płomienia. Z kornera centrował T.Michorczyk, główkę Kowalskiego zablokował obrońca, a dobitka Kafla trafiła w rękę D.Szymulę. Do karnego podszedł rutynowany S.Jedynak i doprowadził do remisu. Szybko odpowiedzieli miejscowi, bo już 3 minuty potem z bliska do siatki piłkę wepchnął Bitka ale goście tuż przed zakończeniem pierwszej odsłony znów doprowadzili do remisu! Cebula spóźnił się z interwencją i sprytnie wykorzystał to Pal chyba wymuszając faul i jedenastkę. S.Jedynak znów pewnie ją wykorzystał i tuż przed przerwą niespodziewanie zrobiło się 2:2!
Gospodarze, choć dawali się zaskakiwać w defensywie, wciąż jednak skutecznie odpowiadali na niesygnalizowane ciosy gości. Już 2 minuty po wznowieniu gry defensorom Płomienia urwał się Wąs ale ofiarna interwencja Wcisło spowodowała serię rykoszetów, po których futbolówka trafiła pod nogi Wojciechowskiego a ten doskonale poradził sobie z wykończeniem sprezentowanej mu okazji strzeleckiej. Liszczanka znów zatem prowadziła i znów wyraźnie kontrolowała przebieg gry. Absolutni debiutanci na tym szczeblu rozgrywek z minuty na minutę opadali wyraźnie z sił. Efekty były nad wyraz widoczne. W 53 minucie lewą flanką Krawca uruchomił Składanowski, a po precyzyjnym dośrodkowaniu tego pierwszego nie wiedzieć jakim cudem w piłkę na 5 metrze nie trafił Bitka. Szybko jednak dane było mu sięzrehabilitować, bo zaledwie 6 minut później po wrzutce Wąsa z końcowej linii boiska Bitka głową podwyższył na 4:2. Liczba akcji ofensywnych gospodarzy rosła z minuty na minutę i oznaczało to w zasadzie koniec emocji w tym pojedynku. Goście kończyli mecz bez większego animuszu i skrzętnie korzystali z tego miejscowi. W 64 minucie na 5:2 podwyższył Wąs, który najpierw odebrał piłkę jednemu z obrońców, a potem w pojedynkę rozprawił z całą resztą przeciwników stojących mu na drodze do bramki. Po godzinie gry błysnął natomiast kolejny nowy nabytek Kłaput. Piłkarz ten najpierw ostemplował poprzeczkę bramki Michalczyka, a dosłownie 20 sekund przed zejściem z boiska stłumił gasnący Płomień głową wykańczając błyskotliwą akcję Wojciechowskiego z Piwowarskim. Goście na zakończenie znów zaskoczyli rywala i w 80 minucie młodziutki Szkarłat wykorzystał nieporozumienie Steca z Cebulą zmniejszając rozmiary porażki beniaminka do 3:6. Mecz wielu zagadek zakończył się wysoką wygraną gospodarzy, którzy wciąż przebudowują zespół. Na część pytań udało się znaleźć odpowiedź. Wyraźnie widać, że ekipa Pawła Woźniaka o wiele więcej na dzień dzisiejszy ma argumentów w grze ofensywnej. Liszczanka to będzie jeden z najmłodszych zespołów w całej lidze, waleczny i pewnie trochę nieobliczalny. A Płomień? Absolutny beniaminek potrafi zaskakiwać. Póki co jednak ekipa Łukasza Osucha wyraźnie uczy się gry w na tym szczeblu rozgrywek choć do Liszek przyjechała bez kilku podstawowych graczy.
- Na pewno cieszy nas to, że na inaugurację przyszło nam mierzyć się z beniaminkiem
bo nie da się ukryć że drużyna Liszczanki jest jeszcze w fazie budowy. Dlatego
też, wiele elementów gry nie wygląda tak jakbyśmy sobie tego życzyli. No ale
wymieniając w zasadzie 80 procent składu nie da się stworzyć monolitu w kilka
tygodni. Na pewno każdy kolejny mecz przyczyni się do tego, że z gry Liszczanki
będziemy coraz bardziej zadowoleni, na to zwyczajnie potrzeba jeszcze trochę
czasu - mówił po meczu trener Paweł Woźniak. - Z jednej strony dobrze, że to Płomień był naszym pierwszym rywalem bo jest beniaminkiem i dla nich był to pierwszy w historii mecz na poziomie A klasy. Niemniej mieliśmy obawy o to, że ambitni piłkarze z Kostrza mogą nam napsuć dzisiaj krwi. Wygraliśmy i to na pewno cieszy ale przed nami jeszcze sporo pracy
i to wyniki zweryfikują jakim zespołem w tym sezonie dysponujemy. W Liszkach zmienił się zespół oraz szkoleniowiec. Zapytaliśmy o to jaki wkład w sprowadzenie tych, a nie innych piłkarzy miał Paweł Woźniak. - Faktem jest, że dokonano w Liszkach dużych roszad kadrowych. I są to co ciekawe bardzo młodzi zawodnicy, bo średnia wieku naszego zespołu w tej chwili nie przekracza bodaj 23,5 roku. Natomiast pozyskani piłkarze nie są oczywiście dobrani przypadkowo. Część tych zawodników sprowadził zarząd klubu z prezesem i wiceprezesem na czele ale są też i piłkarze których można żartobliwie określić mianem ludzi Woźniaka. Chodzi tu przede wszystkim o Kamila Wąsa,Roberta Steca oraz o Dionysa Bitkę, który dziś strzelił dwa gole, a wcześniej został przeze mnie przechwycony w lutym po tym, jak nie załapał się do kadry Nadwiślanu. Zdobył w międzyczasie kilka bramek dla Wawelu, a dziś rozpoczął strzelanie dla Liszczanki. Rozpoczął przygodę w tym klubie z wysokiego "C" i wygląda na to, że szybko stanie się bożyszczem kibiców w Liszkach (śmiech).
- Dla wszystkich inauguracja sezonu była olbrzymią zagadką. Nie ukrywam, że mieliśmy trochę stracha przed tym pierwszym meczem tym bardziej, że Liszczanka preferuje bardzo ofensywny styl gry. Nasz rywal solidnie się latem wzmocnił natomiast my dysponujemy trzema nowymi, młodymi chłopakami z Tramwaju Kraków. Dwóch (Szkarłat i T.Michorczyk) zagrało i moim zdaniem bez względu na wynik meczu zdali dziś egzamin. Trzeci z nich Piotrek Michorczyk wciąż pauzuje za kartki z ubiegłego sezonu. Ale wracając do samego meczu to uważam, że mój zespół spisywał się naprawdę poprawnie do końca pierwszej połowy meczu. Potem wyraźnie zabrakło nam sił i w zasadzie po godzinie gry było już po meczu. Może gdybym miał jeszcze do dyspozycji czterech podstawowych graczy, którzy z różnychwzględów nie mogli dziś wystąpić, wytrwalibyśmy w tym pojedynku nieco dłużej. Nie ma się co oszukiwać. Płomień o awans do okręgówki na pewno walczyć nie będzie. Mamy świadomość, że jeśli osiągniemy na koniec sezonu środek tabeli, to będzie naprawdę dobry rezultat. Nasz zespół choć odmłodzony wciąż składa się w dużej mierze z ludzi starszych sporo ode mnie i zwyczajnie mierzymy siły na zamiary. Naszym celem jest stopniowe wprowadzanie do Płomienia młodych, utalentowanych zawodników. Jedno mogę obiecać, w każdym meczu będziemy zostawiać maksimum swojego zdrowia by walczyć z każdym jak równy z równym - opowiadał Łukasz Osuch, nowy szkoleniowiec Płomienia. - Formę i prawdziwą walkę zaprezentujemy za rok, na 35-lecie istnienia Płomienia Kostrze - dodał trener.

Widać było w obu ekipach, że nie są jeszcze do końca przygotowane do rozgrywek. Tak krótka przerwa na pewno nie ułatwia odpowiedniego przygotowania się do sezonu tym bardziej dla beniaminka. W naszym zespole rzuciło się w oczy to, że straciliśmy bramki po swoich własnych błędach ale to pewnie właśnie efekt braku zgrania drużyny. Myślę, że ofensywnie nasza gra wygląda już całkiem nieźle ale niestety z tyłu potrafimy sobie sami stworzyć smród. Wynik na pewno cieszy, gra jeszcze nie - mówił po meczu Filip Piwowarski, jeden z nielicznych zawodników, którzy występowali w Liszczance w sezonie ubiegłym. Filip odniósł się także do dużych roszad kadrowych w zespole. - No tak się śmiesznie ułożyło, że jestem obecnie jednym z najstarszych w zespole zawodników choć z twarzy wyglądam o wiele młodziej (śmiech). Ale tak już całkiem na poważnie, to nasz zespół zaskoczył mnie in plus. Liszczanka pozyskała wielu młodych ale grających wcześniej w wyższych ligach zawodników. Podejrzewam, że Liszczanka to będzie w tym sezonie ekipa, która powalczy o coś więcej niż tylko utrzymanie się w A klasie.
DZIESIĘĆ NOWYCH TWARZY
Liszczanka przystępuje do nowego sezonu całkowicie odmieniona. Po nieudanej walce o awans do okręgówki, w Liszkach postawiono na młodość. Zatrudniono młodego szkoleniowca Pawła Woźniaka, który poza pracą szkoleniową, będzie rezerwowym bramkarzem w zespole. Po odejściu niemal całej wyjściowej jedenastki (Paweł i Piotr Pyla, Paweł Frankowski, Adrian Cebula, Michał Cholewa, Łukasz Szymański, Tomasz Pabian, Bartosz Polak,Kosmal Patryk, Łukasz Śleboda (ten ostatni nie wznowił treningów) do Liszek sprowadzono mały zaciąg m.in z Garbarni i Wawelu. Wszyscy pozyskani gracze są jednak bardzo młodzi i wiele wskazuje na to, że będą niewygodnym przeciwnikiem dla wielu ekip. W bramce obok Woźniaka oglądać będziemy Piotra Cebulę (rocznik 1990) z Śledziejowic, w defensywie rywalizację pobudzać będą: Kamil Irzyk (90) i Łukasz Krawiec (88) z Garbarni Kraków, Michał Lelek (90) z Tramwaju Kraków oraz Robert Stec (88) z Wawelu Kraków. W pomocy trener Woźniak do dyspozycji ma czterech nowych graczy. Są to: Piotr Kłaput (90) i Dariusz Wojciechowski (88) z Garbarni, Michał Składanowski (87) z Nadwiślanki Nowe Brzesko oraz Kamil Wąs (89) z Potoku Więckowice. Bramki strzelać ma Dionys Bitka (91) - młody napastnik z Wawelu Kraków.